Efekty pracy z wewnętrznym dzieckiem, Emocje, Powrót do bycia sobą

NIE MA RÓŻNICY MIĘDZY NAMI.

Ostatnio spędziłam dużo czasu w oddaleniu od social mediów. Nic nie pisałam, nie nagrywałam, nie udzielałam się więcej, niż było to konieczne. To był dla mnie bardzo intensywny czas, obserwowałam jak coś wyłania się w moim wnętrzu, jak powoli nabiera kształtów, dawałam sobie przestrzeń na odczuwanie i bycie w „tym” czymkolwiek to było. Im dalej w mojej drodze do siebie jestem, tym głębiej tak naprawdę docieram do siebie. Jestem wciąż zaskoczona z jaką gwałtownością potrafią wypływać ze mnie emocje, i jak pomimo tego, silnie i stabilnie potrafię się czuć, dając sobie samej wspierającą przestrzeń. Jak dojrzale potrafię się sobą zająć i zaopiekować. Nie ma już stanu, emocji, czy sytuacji, z którą nie potrafilanym sobie poradzić i to jest ta najważniejsza ZMIANA jaka zachodzi gdy odzyskujemy siebie i swoje wewnętrzne dziecko. To właśnie świadomość, że mam siebie, że rozumiem i kocham siebie, daje mi największe poczucie bezpieczeństwa.

W ostatnich tygodniach zeszłam do bardzo głębokich warstw bólu i cierpienia, które przeżywałam jako nastolatka. Przeżyłam świadomie uczucia wstydu, bezsilności, frustracji, rozpaczy i gniewu. Czasy, gdy moja depresja była w swoim apogeum. Czasy, gdy czułam się odrzucona przez wszystkich, nie rozumiana i nie kochana przez nikogo. Wyraziłam je w końcu. Puściłam z mojego wnętrza. Wyszłam z niemocy, w której wciąż stała moja wewnętrzna nastolatka. Następnego dnia zaczęłam oddychać tak głęboko, jak nigdy dotąd. Nawet nie wiedziałam, jak ograniczony był mój oddech do tej pory.

Przepiękne jest dla mnie obserwowanie cykliczności wewnętrznych procesów, kobiecości, czy samego życia.

Nie wyobrażam sobie powrotu do tego, jak żyłam kiedyś. W jak wielkim dramacie, oderwaniu od swojej emocjonalności, cielesności i duchowości, instynktów, odczuć, jestestwa.

Zamknięta w głowie, w swoich natretnych myślach, wizjach, wierzeniach, przekonaniach, schematach.

Próbująca stłumić swoje emocje i instynkty, pozbyć się ich, uciec przed nimi, wierząc że to przez nie mam problemy i nie mogę funkcjonować „normalnie” jak wszyscy;)

Dziękuję dzisiaj postokroć za moją umiejętność głębokiego odczuwania emocji i życia, której nie potrafiłam całkowicie stłumić i zamrozić, która stała się moja bramą powrotną do siebie. I która dzisiaj jest moją największą siłą i darem, który pozwala mi realizować się w pracy, którą kocham.

Kiedyś jednak nie rozumiałam, że to nie emocje kreowały trudną dla mnie do zniesienia rzeczywistość, lecz to trudna do zniesienia rzeczywistość wywoływała we mnie takie, a nie inne emocje.

Nie rozumiałam, że CZUĆ trzeba, że to nie emocje są problemem same w sobie, a jedynie informacją o problemach w jakich się znajduję.

Gdy głowa oderwana jest od czucia, to pojawia się wielki problem. Im większe odcięcie tym większe problemy, od zaburzeń zachowania po zaburzenia osobowości (borderline, narcyzm, socjopatia, psychopata)

Ludzie pragną szczęścia, spełnia i wolności, sądząc, że jest to jednoznaczne z odcięciem się od emocji negatywnych. Niestety nie – nie da się jednych emocji wyprzeć, a od innych nie. Jeśli się odcinamy to wszystkiego. Przeważnie wtedy uciekamy do głowy lecz głową czuć się da, ona nie jest od tego. Żeby więc poczuć szczęście, trzeba pozwolić sobie na powrót wszystko CZUĆ. Lecz gdy pozwolisz sobie na to po wielu latach oderwania od ciała i emocji to pierwsze rzeczy do odczucia nie będę przyjemne. To będą te rzeczy, z powodu których nigdyś od czucia się odciąłeś. To będą traumy, bóle, cierpienie. I to jest ważne, żeby się tym zająć.

Jeśli chcesz siebie kochać, to kochaj siebie prawdziwie. Właśnie w bólu, właśnie w nieszczęściu, właśnie w smutku, właśnie we wstydzie, w gniewie, czy zazdrości. Bo to wtedy potrzebujesz SIEBIE najbardziej. Potrzebujesz swojej zgody i akceptacji na czucie. Tylko wtedy możesz dojść do źródeł tych emocji i się nimi zająć.

Nie ma miłości, bez samoakceptacji.

A akceptacja to obejmowanie w PEŁNI siebie samego, a nie tylko tych aspektów siebie czy emocji, które są ładne i przyjemne. Negując jakąkolwiek część siebie – nie akceptujesz siebie w pełni. Akceptujesz siebie warunkowo – umysłem, a nie sercem. Umysł zawsze stawia warunki, w sercu ich nie ma.

Nie da się kochać warunkowo, prawdziwa miłość to nie transakcja. Tam gdzie są warunki tam zawsze jest lęk.

Jak więc się wbić ponad to, zapytasz?

Kluczem jest Twoje wewnętrzne dziecko. TO TAM, schodząc do niego, po raz pierwszy konfrontujesz się z prawdą.

Dostrzegasz siebie tak naprawdę. Dostrzegasz to, co zostało Ci zrobione i jak to na Ciebie wpłynęło. Dostrzegasz, że to wszystko nie odeszło, nie zostało zapomniane, ale trwa i żyje w Tobie nadal.

I widzisz, po raz pierwszy, że tak naprawdę, nie jesteś zły, beznadziejny, do niczego, słaby, czy jakie jeszcze rzeczy myślisz na swój temat – dostrzegasz, że Ty zostałeś po prostu skrzywdzony, że z Tobą wszystko było i jest w porządku, że to NIE TY jesteś ten zły. Wkraczasz na ścieżkę zrozumienia siebie.

I ta zmiana perspektywy to jest poczatek drogi do prawdziwej wolności, akceptacji i miłości. To jest początek relacji, jaką zaczynasz ze sobą budować, najważniejszej relacji Twojego życia, która da Ci poczucie stabilności w momentach życiowych zawirowań, poczucie bliskości w momentach samotności, stałe poczucie wartości i wszystko, czego tak naprawdę skrycie pragniesz dostać z zewnątrz.
MASZ TO JUŻ W SOBIE.

Tak ja dzisiaj że spokojem w duszy, przyjmuję wszystko co się we mnie pojawia, doświadczam głebokiej radości niczym dziecko, wzruszam się głęboko zalewając łzami, odczuwam przyjemność płynącą z BYCIA, ale też wkurzam się i wyrażam bezpiecznie swoją złość, otulam siebie otuchą w momentach lęku, wybaczam sobie błędy i doświadczam każdego aspektu tego kim jestem. Bo jestem człowiekiem, takim samym jak ty, nie ma między nami różnicy.

Z miłością ❤
Kinga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *