Emocje, Matczyna rana, MÓJ PROCES, Traumy dzieciństwa

Matczyna rana

Nosiłam to w sobie przez większosć swojego życia. Ogromny żal i złość do mojej mamy. Ona się zmieniła. Dzisiaj jest inną kobietą. Dzisiaj mamy nową, szczerą i prawdziwą relację, nad którą wciąż pracujemy. Dzisiaj moja mama bierze odpowiedzialność za siebie. Ona wie, jak było i rozumie, że było źle. Jednak przez większość mojego życia było inaczej. Tłumiłam i dusiłam w sobie prawdę – mój gniew, żal, smutek i zawód przez całe lata. Zajadało mnie to od środka. Zamieciona pod dywan krzywda, o której nie mogłam powiedzieć, której sama nie rozumiałam. Ja nawet nie wiedziałam, że tak jak było – było źle. Ja myślałam, że to ja jestem zła. Żyłam w poczuciu winy, że jestem niewdzięczną córką, egoistką, złym człowiekiem. Nie wiedziałam dokładnie, co było moją winą, ale taki obraz siebie miałam. Wywalało mi złością i płaczem na co dzień w jakichś drobnostkach. Potrafiłam się zalać łzami, kiedy ktoś powiedział mi coś przykrego, albo wpaść w szał, kiedy nie udała mi się jakaś drobna rzecz. Emocje mną targały, ale ja ich nie rozumiałam. Te moje różne wybuchy tylko mnie utwierdzały w przekonaniu, że naprawdę musi coś ze mną być nie tak. Dzisiaj wiem, że to był gniew i rozpacz małej, skrzywdzonej dziewczynki we mnie. To były emocje skumulowane przez lata, emocje które musiałam przełknąć w imię bycia „grzeczną i posłuszną” córką. Emocje, które nie zniknęły, ale zostały głęboko we mnie.  To jest coś, czego nie mogę już dłużej w sobie trzymać. Dzisiaj docieram do uczuć tej dziewczynki i daje jej w końcu prawo poczuć i wyrazić to, czego nie mogła wtedy. Nic tak nie boli jak matczyna rana. Weszłam w sam środek mojego bólu i uleczam, odczuwam, przytulam. A to jest to, co we mnie siedziało od dawna. Piszę ten tekst bo prawda przynosi oczyszczenie. Dla wszystkich.

~~~~

Nie zasłużyłam sobie na to, mamo. Powinnaś była mnie chronić, słuchać, rozumieć, a nie krzywdzić. Miałaś mnie gdzieś przez całe lata. Nic Cię nie interesowało poza Tobą samą. Wiecznie TY. Wiecznie Twoje problemy, wiecznie Twoje kryzysy. Wiecznie Ty byłaś ofiarą, wiecznie Tobie trzeba było współczuć, wiecznie TY. Ile można? Już dosyć! Teraz ja! Teraz ja! Już dosyć, już wystarczy!

Nie mogłam, mamo. Nie mogłam, nie mogłam być sobą. Liczyłaś się tylko TY. Zawsze TY i nikt więcej. Nie obchodziły Cię moje uczucia, nie przykładałaś w ogóle uwagi do niczego poza sobą samą. Ty zawsze w centrum uwagi. Ty zawsze dbałaś, żeby być na pierwszym planie, żeby Tobie się wszystko należało, żeby Tobie wszyscy współczuli. Grałaś rolę ofiary przez lata. Urządzałaś ten cyrk wokół siebie, a ja latałam za tobą. Biegałam za moją mamusią, prosząc o odrobine uwagi, odrobine miłości i zainteresowania. Nigdy nie mogłam się równać z Tobą. Byłam dla Ciebie tylko wtedy, kiedy Ty mnie potrzebowałaś. Tylko wtedy mnie zauważałaś. Ktoś Cię musiał przecież wysłuchać, ktoś Cię musiał wesprzeć, ktoś musiał zawsze być. Ciebie jednak nigdy nie było dla mnie. Moje uczucia nie miały znaczenia. Ja byłam niewidzialna. Byłam jaka ściana, stały element domu.

Czułam, że jestem nikim. Byłam tylko twoją dziewczynką na posyłki, sierotką, niewiniątkiem. Wylewałaś mi swoje żale, przelewałaś na mnie swoje problemy i co ja niby miałam z tym zrobić, mamo? Boże, jestem na ciebie taka wściekła! Nigdy mnie nie dostrzegałaś, nie traktowałaś z szacunkiem. Gardziłaś mną, wyszydzałaś, dystansowałaś się wtedy, kiedy najbardziej Cię potrzebowałam! Nienawidziłam Cię momentami. Miałam ochotę udusić. A zaraz potem zalewałam się łzami z poczucia winy, miałam ochotę wyć z bólu i wstydu. Myślałam, że popełniam straszliwą zbrodnię za każdym razem, kiedy robiłam coś wbrew Tobie. Zasady nigdy nie były jasne. Zmieniałaś zdanie, co pięć minut, nigdy nie wiedziałam, kiedy i co jest okej, a kiedy już nie. Ty za to żyłaś poza wszystkimi zasadami. Ty byłaś ideałem, świętą matką, która wypruwała sobie żyły, a ja byłam niewdzięcznicą, która musi ciągle pracować na twoją miłość. Piąte koło u  wozu, które zabiera Ci czas, które ciągle czegoś chce. Traktowałaś mnie jak kłopot. Nic, co mnie dotyczyło, nie było dla ciebie ważne. JA byłam nieważna, byłam tylko twoim tłem, śpiewałam chórki w twoim przedstawieniu życia. Nienawidziłam siebie. Wbijałaś mnie wiecznie w to chore poczucie winy, małe niewinne dziecko.  Co tak strasznego może zrobić małe dziecko?!

Przelewałaś na mnie swój własny ból, z którym nie potrafiłaś się zmierzyć. Swoje własne rany. Byłam wiecznie nie dość dobra, wiecznie za wiele chciałam, wiecznie nic mi nie odpowiadało. To nie prawda! O nie, już nie! Tak nie było! To było twoje własne! Ty nigdy nie byłaś idealna, ale oczekiwałaś tego ode mnie, od wszystkich. Cały świat zły, a ty jedna najwspanialsza. Ty i ten Twój surowy wyraz twarzy, krzyk i zero empatii. Pamiętam jak tam stoję, mała dziewczynka, która trzęsie się z płaczu, która nic nie może zrobić, żeby naprawić sytuację, która popełniała straszliwy błąd i to koniec życia bo mama jest tak wściekła! A potem znowu byłaś super miłą mamą przyjaciółką, żartowałaś ze mną jak z koleżanką, zwierzałaś się i plotkowałaś. Byłaś pomieszaniem małej dziewczynki z tą surową, szydzącą, krzyczącą kobietą. I nigdy nie wiedziałam w jakim będziesz humorze, co ja dzisiaj zrobiłam. Czepiałaś się mnie o wszystko, Ty najlepiej wszystko wiedziałaś. Nie miałaś pojęcia, co się dzieje w moim życiu, kim ja jestem, co ja czuje. Nic Cię nie obchodziło. Tylko wywracałaś oczami, że znowu mam jakiś problem jakbyś chciała powiedzieć: „co znowu, przestań się mazać i weź w końcu się w garść”.

Oczekiwałaś że będę niczym laleczka, zawsze uśmiechnięta, zawsze obecna, żeby cię podtrzymać na duchu, a jak coś ci się nie uda, zawsze można na mnie wszystko zwalić. Brałaś ze mnie i brałaś garściami, wyrywałaś wszystko, co miałam, wszystko dla Ciebie! Tylko ty, ty, ty. Nikt inny. Wszystko się Tobie należy! Mnie nie było, JA nie istniałam, było miejsce tylko dla Ciebie. Na Twoje dramaty, na twoje historie, problemy…tylko wokół tego się kręciło moje życie. Ustawiałaś każdego mężczyznę na piedestale, a ja była odstawiona na boczny tor. Przeżywałam piekło, a ty zajęta swoimi sprawami nawet nie dostrzegałaś. Biegałaś za romansami, próbowałaś stworzyć „pełny dom”, a ja tego wcale nie chciałam, chciałam jedynie mieć mamę, którą obchodzę. Musiałam wciąż rezygnować z siebie dla  Ciebie, a ty nawet tego nie widziałaś. Byłam wiecznie w pogotowu, gotowa rzucić wszytko, żeby gasić domowy pożar. Siedziałam jak na szpilkach, wyczekując na kolejną awanturę, na kolejny koszmar. Nie mogłam się uwolnić, czułam jak jestem do Ciebie przywiązana niewidzialnymi linami. Jak bez Ciebie sobie nie poradzę, chociaż przecież od dawa byłam nauczona radzić sobie tylko sama. Ja byłam zmuszona stać się matką dla Ciebie, to Ty mnie ustawiłaś w takiej roli. Nie mogłam być beztroskim dzieckiem bo musiałam dźwigać ciężar Twoich problemów. Nie wierzyłam w siebie, nie umiałam się usamodzielinić, czułam że muszę spowiadać się Tobie z każdego kroku. Nie wiedziałam gdzie kończę się ja, a gdzie zaczynasz Ty. Uważałaś, że wszystko ci się należy. Ty wszystko robisz dobrze, Ty sobie nie masz nic do zarzucenia. To ja wiecznie jestem nie taka jak trzeba. Wiecznie coś jest ze mną. A ty nie masz na to siły, nie masz na to czasu. Jak tylko się psułam to rzucałaś mnie w kąt, zabawka nie działa, wróć jak się naprawisz, czego chcesz ode mnie, zajmij się sobą…

Przez całe lata we mnie byłaś tylko TY. Ty i Ty. Ale z tym już koniec! Teraz ja! Teraz w końcu czas na mnie. Już dłużej tak nie będzie. Nie. Teraz ja będę sobą. Teraz ja jestem pierwsza. Już koniec tego. Już wystarczy. Ty jesteś dorosła, Ty się zajmij sobą. Ja już nie będę tego robić za Ciebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *