Efekty pracy z wewnętrznym dzieckiem, Powrót do bycia sobą

Odzyskałam siebie – o magii wewnętrznego dziecka

Przez większość swojego życia, czułam przewlekły smutek, niechęć, zrezygnowanie, pustkę.

Myślałam, że jestem dziwna. Wydawało mi się, że jestem gorsza od innych. Bałam się, że zawsze będę sama. Bałam się, że sobie nie poradzę w życiu. Wydawało mi się, że nikt mnie nie rozumie. Czułam, że nikomu na mnie nie zależy. Czułam, że na tym świecie, nie ma dla mnie miejsca, że ja do niego nie pasuje.

Uciekałam od ludzi, bałam się ich. Nie potrafiłam się „dopasować”, być jak inni, chociaż bardzo tego chciałam. Nie potrafiłam z nikim rozmawiać. Wydawało mi się, że każdy widzi na pierwszy rzut oka, że coś jest że mną nie tak. Czułam się niechciana, nielubiana. Unikałam dużych grup ludzi, miejsc w których nie znam nikogo, różnych spotkań towarzyskich. Czułam się zawsze jak intruz, jak nieproszony gość.

Chowałam się w swoim pokoju i płakałam. Czułam ulgę, kiedy byłam sama, ale jednocześnie, byłam strasznie sobą zawiedziona. Czułam się beznadziejna, samotna, opuszczona. Czułam pustkę, złość, wstyd, poczucie winy. Uciekałam od tych uczuć w internetowy świat, w książki, w seriale, w słodycze. Oddalałam się od siebie, jak tylko mogłam.  Znieczulałam, otępiałam, odcinałam się od emocji. Oglądałam życie jak za szybą. Czułam jak wszystko wydarzą się poza mną, a ja jestem jedynie biernym uczestnikiem zdarzeń.

Czułam się bezsilna, do niczego. Byłam wściekła na siebie, że jestem, jaka jestem. Nie lubiłam siebie. Chciałam coś zmienić, chciałam mieć inne życie, ale nie umiałam. Nie potrafiłam. Czułam opór, blokadę. Wszelkie moje wysiłki, szły na marne, nie potrafiłam wytrwać w żadnych swoich celach i założeniach. Żadne moje działania ku poprawie mojego życia, nie przynosiły długotrwałych efektów. Szybko z wszystkiego rezygnowałam, poddawałam się, wpadałam we frustrację i złość. Nie działały terapie, nie działały leki.

Wszyscy wokół dawali mi rady. Pouczali, jak powinnam żyć, mówili co muszę, co powinnam. Złościli się na mnie, że nic nie robię. Wbijali w poczucie winy. A ja miałam ochotę wyskoczyć przez okno, bo tego wszystkiego było dla mnie po prostu za wiele.

Nie widziałam sensu, nie widziałam celu. Nie widziałam nawet szansy na odmianę mego losu. Wydawało mi się, że depresja to zamknięte koło, którego nie da się przerwać. Nie widziałam przyszłości, byłam przerażona tym, co miało nadejść. Nie wiedziałam jak sobie poradzę w życiu.

Wydawało mi się, że to uczucie pustki, nieadekwatności i nienawiści do siebie nigdy nie zniknie. Ludzie mi się dziwili, mówili: „przecież masz dobre życie, przecież nie dzieje ci się nic złego!”. Nie potrafiłam im wytłumaczyć dlaczego czuje, tak jak czuje. Nie potrafiłam, bo sama tego nie rozumiałam…

Dzisiaj jednak wiem. Dzisiaj rozumiem. Dzisiaj znam przyczyny.

Dzisiaj wiem, że ze mną nigdy nie było nic nie tak. Wszystko od zawsze było tak jak trzeba. Wszystko co czułam było właściwie. To mała, skrzywdzona dziewczynka we mnie czuła to, co czuła. To małe dziecko, które doświadczyło traum, zbyt trudnych do zrozumienia. Dziecko, które zostało pozostawione samo sobie z emocjami, których nie rozumiało. Dziecko, które zamroziło uczucia, bo nie umiało w inny sposób, sobie z nimi poradzić. To dziecko, którym nikt się nie interesował. To dziecko, na barki którego, kładziono problemy, pod którym ugiąłby się niejeden dorosły. To dziecko, które nie miało prawa do sprzeciwu i buntu, kiedy było krzywdzone. To dziecko, które było zawstydzane, wbijanie w poczucie winy. To dziecko, które uwierzyło, że nie jest warte miłości. To dziecko, które uwierzyło, że jest złe i popsute. To dziecko, któremu kładziono do głowy, że jest do niczego, że wszystko robi źle. To dziecko, które musiało zrezygnować z bycia sobą, z bycia dzieckiem, żeby zajmować się światem dorosłych. To dziecko, które zostało sponiewierane, skrzywdzone, odrzucone. To dziecko, które stało się posłuszne, ciche, wycofane, po to aby zadowolić dorosłych.

To dziecko, które wciąż żyło w tej okrutnej przeszłości. To dziecko, które wciąż istniało we mnie, a o którego istnieniu, ja nie miałam pojęcia.

Ona jednak była, mała Kinia we mnie i próbowała zwrócić moją uwagę na wszelkie możliwe sposoby, ale ja nie chciałam słuchać. Ja uciekałam. Ja zagłuszałam. Ja się na nią denerwowałam. Ja ją traktowałam tak, jak Ci wszyscy dorośli, którzy ją kiedyś skrzywdzili. Mała dziewczynka, której nikt nigdy nie chciał wysłuchać, od której wszyscy się opędzali, przeganiali, karcili.

Dzisiaj ja przy niej jestem. Ja w końcu do niej przybyłem po tylu latach i wzięłam ja w ramiona. Wysłuchałam jej bólu, jej żalu, jej złości. Dałam jej przestrzeń na wszystko. Towarzyszyłam w każdej emocji. Byłam w każdej konfrontacji z dorosłymi. Płakałam razem z nią. Zdzierałam gardło krzycząc, razem z nią. Stanęłam za nią i wsparłam tam, gdzie kiedyś nie wsparł jej nikt. Ochroniłam. Broniłam jej niczym lwica. Zabrałam ją z toksycznych miejsc, w których ona wciąż żyła. Pozwoliłam jej walić pięściami, kopać, skakać, trzęść się, wyć z bólu. Wysłuchałam jej historie. Wysłuchałam tego jak ona to pamięta, jak ona to czuła. Przeprosiłam ją, że przyszłam dopiero teraz, że nie było mnie wcześniej, że nie słuchałam jej wcześniej. Stawiłam się codziennie. Ukochałam ją, otoczyłam opieką.

I tak, kawałek po kawałku odzyskałam siebie. Tak zintegrowałam największe traumy mojego życia. Tak ukochałam cały swój strach, tak objęłam swój smutek i żal, tak spaliłam swoim gniewem zło, które mnie spotkało. Opłakałam straty. Wypełniłam pustkę w sobie, obecnością. Dałam tej małej mnie – miłość, uwagę, akceptację, której jej całe życie brakowało.

Zabrałam swoje wewnętrzne dziecko z przeszłości, przerwałam przymus powtarzania. Dokończyłam swoją historię. Zagoiłam rany. Przeszłam żałobę po stratach, jakie poniosłam. Opłakałam, to co odeszło. Puściłam iluzje i kojące fantazje. Oddałam sobie prawo do odczuwania, do bycia sobą. Oddałam sobie prawo do gniewu, do stawiania granic. Postawiłam siebie na pierwszym miejscu w swoim życiu. Przestałam siebie karcić i obwiniać, oddałam winę osobom, do których ona naprawdę należała. Zwróciłam to, co dostałam, do właściwych adresatów. Przestałam przerzucać na innych moje emocje. Przestałam uciekać od siebie. Poczułam swoje ciało, pokochałam to kim, jestem. Zaczęłam dbać o siebie niczym najlepsza mama. I zaczęły dziać się cuda.

Zniknęła pustka. Odeszła depresja. Zniknęła nieuzasadniona złość i frustracja. Zniknęły lęki i panika przed innymi. Zniknęła potrzeba porównywania się do innych. Zniknęło uczcie być „inną”. Pojawiła się wyjątkowość. Wyszły na wierzch talenty. Pojawiła się siła twórcza. Moja dusza zaczęła ucieleśniać swoją prawdę w świecie. Pojawiła się radość. Ekscytacja. Kolory. Wspierający ludzie. Poczułam wolność. Autentyczność. Poczułam jak urosły mi skrzydła. Poczułam się w swoim ciele jak w domu. Poczułam, że mam siłę i moc. Poczułam, że cokolwiek się wydarzy, ja mam siebie. Poczułam, że mogę zawsze na siebie liczyć. Poczułam, że już nigdy nie muszę czuć się samotna. Wiem, skąd biorą się moje uczucia. Daje sobie zgodę na przeżywanie wszystkiego, na doświadczanie, na bycie taką, jaką jestem. Potrafię w zdrowy sposób przeprocesować emocje i zdarzenia. Nawiązałam najpiękniejszą relacje na całe życie – z samą sobą.

Na tym polega magia pracy z wewnętrznym dzieckiem  💙

1 thought on “Odzyskałam siebie – o magii wewnętrznego dziecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *