johannes-plenio-2QUvkQTBh5s-unsplash.jpg

WSTYD

Toksyczny, ciemny, gęsty, wypływający z głębi, z najciemniejszej i najgłębszej otchłani, skręcający całe Twoje ciało w dziesięć, sprawiający, że masz ochotę wyrwać sobie włosy, okładać się po głowie i krzyczeć w niebogłosy.

Tak. Ten wstyd zamrożony w komórkach Twojego ciała, zapisany w kodzie DNA, wibrujący w Twojej energii…

Jakiś czas temu, puściłam intencje aby wszystko co już dłużej nie służy mojego dobru i mnie nie rozwija – odeszło z mojej przestni. Nie spodziewałam się, że ta intencja wywróci moje życie do góry nogami na kilka kolejnych tygodni.

Miesiąc luty zaskoczył mnie wieloma wyzwaniami i nieprawdopodobmymi sytuacjami, które dotknęły głęboko moich traum z przeszłości.

Było mi ciężko, pojawiały się we mnie całe fale intensywnych emocji. Czułam, że jestem na skraju wyczerpania i załamania, gdy nagle pojawił się do tego wszystko on – toksyczny wstyd. Nie rozumiałam dlaczego ten wstyd wrócił, czułam jakbym “cofnęła” się w moim rozwoju z tysiąc kroków…

Niedługo jednak to zrozumienie do mnie przyszło. Ten wstyd przyszedł z wiadomością – nie możesz puścić tego, co Ci już nie służy, dopóki ja jestem w Tobie. Ja w Tobie gram melodię dramatu, nieszczęścia i poczucia winy – ja przyciągm to, co Ciebie rani, nęka, zniewala.

Nie jestem Twój. Ale jestem tu od początku.

I choć już spotykałam się z nim wielokrotnie, to on był dosłownie wżarty we mnie, na najgłębszych poziomach. Czekający na odpowiednią chwilę, aż będę na tyle silna i świadoma, aby móc go przyjąć i uwolnić.

Ten wstyd, który nie różni się niczym od gwałtu na Twojej całej istocie, który wepchnieto Ci do gardła, którym zamknięto Ci usta, którym zniewolono Cię i złamano.

Ten wstyd, który sprawia, że jesteś dręczony, nękany i łamany lub Ty sam jesteś tym który dręczy, nęka, łamie.

Ten wstyd, który zmusza Cię do agresji, ataku, walki, ślepej nienawiści albo sprawia, że sam padasz ich ofiarą.

Ten wstyd, który jest źródłem wszelkiej oceny, krytyki, zdrady, uczucia splamienia, ułomności, nieadekwatności, pogardy do siebie i innych.

Ten toksyczny wstyd, nawet jeśli najbardziej zepchnięty w Tobie i wyparty tak mocno, że absolutnie nie masz o nim pojęcia – on nadal JEST.

Dopuszczenie go do siebie nie jest łatwe. Odczuwanie tego boli – bardzo. Przepuszanie go przez siebie jest jak przepychanie się przez ciemny i brudny ściek, ale z którego ostatecznie wypływasz do czystej i krystalicznej wody.

Winston Churchill powiedział: jeśli przechodzisz przez piekło, idź dalej.

To prawda. Można utonąć we wstydzie na tyle mocno, za zaczynasz wierzyć, że ta rzeczywistość w otchłani to jedyna prawdziwa. Że naprawdę jesteś ten zły, że naprawdę zasługujesz na cierpienie, że jesteś nikim, że lepiej aby Cię nie było. Czujesz, że jesteś winny, najgorszy i nic z tym nie możesz zrobić.

Jeśli jednak wejdziesz w tę ciemność świadomie i będziesz szedł naprzód – odczuwając i wypuszczając te toksyny z siebie – wyrzygując, wypłakując, wywalając, wykrzykując – powoli w Twoim wnęterzu pojawi się JASNOŚĆ. Zrozumiesz, że to Ci zostało przekazane, wepchnięte siłą i przyjąłeś to za swoje, ale to nie jest prawda o Tobie. Zobaczysz, że Twoi rodzice czuli to samo i przekazali to Tobie. Że ich rodzice przekazali to im, a rzeka wstydu płynie tak prawdę od pokoleń, jeśli nie od samego początku.

Oczywiście, może to nie nastąpi od razu i naraz bo w tym bagienku wstydu mogłeś być regularnie podtapiany przez lata. Czasami to bagienko staje się już tak znajome i bezpieczne, że możesz czuć lęk przed jego opuszczeniem i przejęciem odpowiedzialności za siebie, przed pójściem dalej. Zatrzymałaś się w swoim własnym piekle.

Jeśli jednak naprawdę chcesz zawalczyć o siebie to z czasem nauczysz się na tej fali toksycznego wstydu płynąć, zamiast się w niej topić, płynąć prosto do miejsc, w których wstyd został Tobie wepchnięty na siłę i dostrzec, że on nie jest i nigdy nie był Twój.

To trochę jak zejście do piekła i spotkanie się z najgorszym i najstraszniejszym demonem, zdanie albo nie sprawy, że on istnieje w Tobie, a nie na zewnątrz – oraz uwolnienie jego i siebie.

Ponieważ gdy nie ma wroga w Tobie – wróg na zewnątrz nie może Cię w żaden sposób skrzywdzić.

Wyzwalając się ze wstydu przestaniesz karmić już tę iluzuję i hologram – że istnieje jakaś zła i potężna siła na zewnątrz mająca nad Tobą władzę, żywiąca się Tobą energetycznie, podpinająca się pod Ciebie, nieustannie złorzecząca Tobie czy dyktujaca Ci jak masz żyć.

Ponieważ to jest program, który został Ci wygrany. WSTYD = KARA. Zostałeś nauczony, że popełniłeś błąd, bo jesteś zły, zatem nie możesz go naprawić. Jedyne co możesz – to ponieść karę. I nie ma znaczenia jaki to błąd i czy w ogóle on miał miejsce. Jest tak, jak Ci mówią że jest. Rodzice. Szkoła. System.

Zostajesz więc z poczuciem własnej ułomności i całkowitą bezsilnością. Jestes zły, więc zasługujesz na to co najgorsze, na karę. A karę zawsze wymierza jakaś potężna siła z zewnątrz.

Wyswobadzając się z toksycznego wstydu – przestajesz zasilać obraz świata, w którym jesteś ofiarą zasługującą na karę. Możesz nadal odczuwać poczucie winy w momencie popełnienia błędu – ale możesz też go zadośćuczynić bez potrzeby samobiczowania.

Mamy przyzwolenie, aby inni nas krzywdzili, dopóki sami krzywdzimy siebie. Świadomie bądź nie. Największa walka jaką toczysz – to ta wewnątrz Ciebie. I dopóki nie zdasz sobie z tego sprawy – będziesz walczyć bezskutecznie z całym światem. Lub będziesz się przed nim ukrywał.

Mówi się, że lęk jest źródłem wszelkiego zła. Ja uważam, że jest nim toksyczny wstyd. Z lękiem ludzie jeszcze sobie jakoś radzą. Toksyczny wstyd jest ostatnia rzeczą, jaką chcemy czuć. Wstyd jest źródłem terroru wewnątrz nas. Czasami go zagłuszamy, karmiąc się dramatem, nieszczęściem, bezsilnością, ślepą nienawiścią, buntem, oporem, gniewem, walką, forsowaniem swoich opinii, kontrolą, perfekcjonizmem, stawianiem siebie na piedestale, dążeniem do władzy itd.

Przeważnie jednak przed czuciem wstydu uciekamy najdalej jak się da. Gdzie pieprz rośnie. Często całe życie tak gnamy, aby tylko nas nie dogonił.

Gdy ten wstyd przyszedł do mnie, w pierwszej chwili – chciałam uciec. Chciałam się gdzieś schować, wejść tam gdzie jest miło i bezpiecznie, a ja nie czuję się jak najgorsza zbrodniarka.

Jednak prowadzona wewnętrzną mądrością, wiedziałam, że to mi pomoże tylko na chwilę, że nie rozwiąże problemu. Dlatego zanurzyłam się w tym odczuciu. Połynełam na fali wstydu do miejsc, w których spotkała mnie przemoc. Wylewam z siebie jad, którym nasiąknęłam. Miotałam się w spazmach i skręcałam się z bólu. Może pomyślisz, że to dramatyczne. Że To przesada. Nie.

Przesadą jest spędzić całe swoje życie spowitym ciasnym bluszczem toksycznego wstydu, ze zdeptanym poczuciem własnej godności i brakiem uszanowania własnego życia na głębokim poziomie. W zgorzknieniu i nienawiści do siebie i całego świata. To jest przesada.

Tego mamy już za dużo w tym świecie pogrążonym w chaosie, gdzie nieświadomi ludzie toczą wciąż wojny ze sobą i żerują na sobie wzajemnie, wskazując palcami, kto jest gorszy i nie wiedząc, że tak naprawdę walczą z bólem i poczuciem bezwartościowości we własnym wnętrzu. I ten ból, nieuszanowany, jedynie rośnie i rośnie, i sieje spustoszenie. W środku i na zewnątrz.

I boli mnie gdy rozwój jest sprowadzony do emanowania miłością i pozytywnych wibracji podczas gdy ta prawdziwa, namacalna zmiana to jest głęboka i intensywna PRACA.

Bez zejścia tam – na samo dno, tak naprawdę nie wykonujesz tej pracy. Oszukujesz sam siebie. Udajesz, ze coś robisz, podczas gdy nie robisz tego, co naprawdę potrzebne.

Jeśli pragniesz wpuścić światło do swojego wnętrza, przygotuj się na to, że ciemność zacznie jednocześnie być wypychana i wypłynie na powierzchnię jako pierwsza. Dla Ciebie do uwolnienia. Krok po kroku. Wiele rzeczy zacznie się rozpadać. Iluzje opadną. Zacznie wypływać prawda, która często jest bolesna. Ale tylko tak możesz prawdziwie odzyskać siebie.

Uwolnienie wstydu wymaga wypuszczenia go z siebie. Oddania go tam, skąd przyszedł. Świadomie (dostrzegając skąd pochodzi i jak nam został przekazany) emocjonalnie (uwalniając go poprzez odczuwanie) energetycznie (czyszcąc blokady energetgczne np. wizualizując ciemną maź wypływającą z ciała i światło wpływające w jej miejsce) często też fizycznie (np. w formie wymiotów).

Oraz poddania się. Nie na zasadzie rezygnacji, a raczej na zasadzie zaufania. Poddaje się prowadzeniu (siły wyższej, duszy, serca, światła, Boga, natury – wybierz to co rezonuje). Zaufania – wszystko dzieje się dla mnie, a nie przeciwko mnie. Zaufania – jestem gotowy dostrzec prawdę o sobie i świecie i za nią podążać bo moim przeznaczeniem nie jest to, aby cierpieć.

Głęboko wierzę, że doświadczenie wstydu samo w sobie jest istotną częścią życia. Doświadczenie tej perspektywy daje nam zrozumienie, że ta ciemność jest jedynie kontrastem, dzięki któremu możemy dostrzec i odkryć nasze wewnętrzne światło. Zrozumieć kim NIE jesteśmy, aby móc w pełni pojąć to kim jesteśmy naprawdę.

I na koniec: “W momencie gdy gąsienica myśli, że rozpada się jej świat – ona przemienia się w motyla.” 🦋💗

Z miłością
Kinga

Jeśli uznałeś ten wpis za wartościowy, podziel się nim z kimś bliskim ♥

Share on facebook
Share on whatsapp
Share on email
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Paulina
Paulina
6 miesięcy temu

Bardzo ze mną rezonuje ten wpis. Jakbym czytała dokładny scenariusz tego, co teraz wydarza się w moim życiu.

Dotarłam do miejsca, w którym mam wrażenie, że wyczerpałam wszystkie możliwości wyjścia z sytuacji. Czuję jakbym chciała wspiąć się po szklanej ścianie dołu i za każdą próbą wyjścia z niego osuwała z powrotem na dno, a wstyd związany z nieudolnością poradzenia sobie rośnie coraz bardziej.
Moja obecna rzeczywistość odzwierciedla dokładnie to, co czułam kiedy byłam małym dzieckiem – odrzucenie, samotność, poczucie bycia niechcianą, na końcu, brudną, złą i też zbrodniarką. Tak. Jakbym popełniała przestępstwo robiąc cokolwiek.
Wiele razy chciałam siebie wyszarpać za włosy i zbić po głowie, czasem nawet to robiłam na skraju bezsilności. To były sytuacje, kiedy rodzice albo rodzeństwo robili coś, co było wbrew mojej woli. Odreagowywałam na sobie za ich krzywdę. Teraz, kiedy te uczucia powracają mówię sobie, że już dosyć smagania siebie w myślach za czyjeś winy.

Toksyczny wstyd to brutalny potwór, który szarpie za twarz i linczuje za każde działanie. Jest bezwzględny i bezlitosny. Zaciera osobowość, zrównuje z ziemią, odbiera siły i poniewiera.

Kiedy próbuję się z nim spotkać mam ochotę rzygać, płakać, piszczeć, wyskoczyć z mojego ciała – jest tak niewygodny, ciężki i gryzący.
Straszny syf, którego trzeba się pozbyć, bo rzutuje na każdą sytuację, relację, czynność w życiu.

Kinga, świetna treść. Jak zawsze zrozumiała i jakościowa. Ucieleśniła niektóre z moich myśli i pojawiła się na czas 🙂 Dobrze było ją przeczytać.

Zapraszam Cię do współpracy

2
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x