Odwaga – nie istnieje bez lęku, a szczęście bez smutku.

Dążymy do sukcesu, spełnienia, radości, szczęścia. To bardzo naturalne.

Jednak mało się mówi o tym, że im “wyższe”, piękniejsze, mocniejsze, głebsze stany ekscytacji, zachwytu, satysfakcji – tym większą potrzebujemy mieć w sobie zdolność do przeżywania i odczuwania emocji i stanów z drugiego końca tego spektrum.
 
Nie da się doświadczyć pełni swojej odwagi – bez spotkania ze swoim lękiem.
 
Nie da się poczuć głębi swojej siły – bez spotkania z własną słabością i wrażliwością.
 
Nie da się kochać – bez poczucia swoich zranień, bez zdolności do przeżycia straty i żałoby.
 

Nie da się czuć jednego, bez zdolności do przyjęcia i czucia drugiego.

Nasze traumy mają zdolność do zahartowania nas i otworzenia na przeżywanie życia głębiej i pełniej niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli podejdziemy do nich świadomie. To się nazywa potraumatyczny wzrost.
 
Jeśli patrzysz na świat i ludzi, widząc ich szczęście, zadowolenie, radość – wiedz, że istnieje druga strona.
 
Ci ludzie spotkali się z cierpieniem, bólem, stratą, buntem i gniewem, żalem, rozpaczą, paraliżującycm strachem. Przeszli przez burze, huragany. Ich sukcesy, ich osiągnięcia, ich obfitoś, radość czy wdzięczność, są rezultatem ich zdolności do przeżywania emocji z drugiego końca skali.
Zmiana, nawet ta najwspanialsza i najlepsza dla nas (a może właśnie szczególnie taka) niesie za sobą zazwyczaj OGROMNY LĘK, niewygodę i dyskomfort.
 
I to umiejętność i zdolność zrobienia w sobie przestrzeni na te emocje i stany, przejścia przez nie, zamiast uciekania przed nimi, objęcia tego wszystkiego i “ujarzmienia” tego, ukojenia siebie – sprawia, że jesteśmy w stanie zrobić krok dalej i przeprowadzić tę zmianę.
 
Gdy patrzymy na każde osiągnięcie czy cel – widzimy tylko efekt końcowy. Radość i celebrację, która jest bardzo ważna bo cała ta droga, która przeszliśmy do tego miejsca, nasz wysiłek – zasługuje na świętowanie.
 
Przez nas samych i przez innych ❤
 
Jednak często nie widzimy właśnie tej drogi. Tego procesu, który miał miejsce, tych wyzwań na każdym kroku, wszystkich zwątpień, drżących nóg i drżących głosów, spoconych dłoni, momentów rozpaczy, zagubienia, chęci wycofania, triggerów które wypływają, najcięższych traum i emocji, które pojawiają się właśnie wtedy gdy chcemy dokonać czegoś najważniejszego, czegoś bardzo dla nas istotnego. Nie widzimy kulis pełnych słonych łez, kryzysów, odkrywania kolejnych warstw blokad, które pojawiają się “znienacka” gdy myślimy, że to co najgorsze już za nami. Nie widzimy momentów zjeżdżania z wysokiej fali przyjemnych emocji do dołka pełnego zmęczenia, frustracji i kolejnych lęków, o których nawet byśmy wcześniej nie pomyśleli, że się pojawią. Bo nigdy wcześniej nie byliśmy tu, gdzie jesteśmy teraz.
 
Mogłabym pisać o tym NAPRAWDĘ dużo. Każdy kolejny etap i nowy krok na mojej ścieżce konfrontował mnie z jeszcze to głębszymi obawami, traumami, lękami i ranami. Wymagał ode mnie ogromnej pracy, aby stworzyć w sobie przestrzeń na objęcie tego wszystkiego – zamiast uciekać gdzie pieprz rośnie;)
 
Bo mimo wszystko, nawet w najczerniejszych momentach miałam poczucie, że idę właściwą drogą, że moje serce wie, jak mnie prowadzić, że te “przeszkody” nie są utrudnieniem, a sposobem w jaki się rozwijam, kolejnymi inicjacjami przed wejściem na kolejny etap doświadczania siebie i życia. Gdy przejdziemy przez taką ciemność – ona już nie jest później straszna. I do tego – po drodze możemy odkryć niesamowite diamenty 💎
 
Jednak nie jest to zawsze łatwe. Już kiedyś o tym, wspominałam, że przed największymi życiowmi przełomami – jest najciemniej. To jest prawdziwa “ciemna noc duszy”. Wierzę, że to nie przypadek.
Potrzebujemy objąć w sobie to, co najtrudniejsze – i to przeżyć, uwolnić, aby zrobić miejsce na to NOWE. Musimy także zanurkować głęboko do wewnątrz, aby zapuścić tam korzenie, aby silnie ugruntować się w sobie, aby być w stanie unieść swój OGROMNY potencjał i światło jakie w sobie mamy, a które dąży do uzewnętrznienia.
 
Sama miałam takich momentów mnóstwo i miewam je nadal.
 
Tuż przed tym, jak dowiedziałam się o wewnętrznym dziecku – przeżyłam najgorsze chwile mojego życia, level niebezpieczeństwa jaki czułam i dramatu jaki się rozegrał na moich oczach, związany wyprowadzką byłego, przemocowego partnera mojej mamy, jest nie do opisania. Jednak przejście przed to – doprowadziło mnie do największego przełomu w moim życiu, do powrotu do siebie prawdziwej.
 
Tuż przed rozpoczęciem mojego warsztatu o uzdrawianiu ojcowskiej rany – dowiedziałam się, o tym, że zmarł mój tata. Przeszłam wtedy przez żałobę, bardzo sine i skrajne stany i emocje, dotknęłam warstw w sobie, o których nawet nie wiedziałam, że istnieją. Jednak dzięki przejściu tego, byłam później zdolna i gotowa, aby stworzyć i utrzymać przestrzeń dla wielu wspaniałych kobiet, które przechodziły przez otwierania i uzdrawianie ich własnych traum związanych z ojcami.
 
Po tym jak rzuciłam pracę na etacie, a tuż przed tym jak rozpoczęłam własną działalność – przechodziłam przez koszmarne lęki i załamania, bojąc się że sobie nie poradzę, że umrę z głodu, wyląduje na bruku w gigantycznej depresji. Przeszłam przez to, objęłam to wszystko, choć było to bardzo, bardzo trudne. Zaczęłam jednak nowe. To było jedno z największych wyzwań mojego życia – jednocześnie decyzja, która odmieniła nie tylko moje życie, w najglepszy możliwy sposób i jestem sobie ogromnie wdzięczna, że to zrobiłam.
 
Obserwuję na co dzień moich klientów i klientki, przyjaciół i przyjaciółki, bliskich, osoby z mojej internetowej przestrzeni jak przechodzą przez dokładnie to, co opisuje. Przyglądam się temu z podziwem, radością i dumą, widząc że ich praca, zadedykowanie prawdzie i autentyczności, odwaga do stawienia się do wszystkiego, nawet tego, co najtrudniejsze, jest ich największa siłą, mocą i zasobem – a góry, które zdobywają, ich sukcesy, przepiękne przełomy, odkrycia, milowe kroki – są czymś najwspanialszym, pięknym owocem i niekończącą inspiracją ❤
 
Cieszę się, że mogę być częścią ich drogi – wszystkich tych aspektów, i tych trudnych – łez smutku i łez wdzięczności. I cieszę się, że tak samo mogę dzielić swoją drogą ze światem. Bo ta ściezka się nie kończy, to ogromna życiowa przygoda.
 
Zatem, to co pragnę powiedzieć tym postem – to, że my ludzie poruszamy się naprzód właśnie dzięki DUALNOŚCI. Obejmując obie skrajności w sobie z taką samą uwagą. Płyniemy na fali – raz góra, raz dół – lecz na tej fali, cały czas do przodu. Oddech i wydech – to natura życia, nie da się żyć tylko na jedynym.
 
Doświadczając tylko jednej skrajności (czy to pozytywnej, czy to negatywnej) to nie jest PEŁNE doświadczenie życia. Zatem wypierając, negując czy uciekająć od czegokolwiek w sobie, zawsze będziemy czuli, że czegoś nam brakuje. I nigdy nie pójdziemy naprzód. Staniemy w miejscu. Bo poruszamy się dzięki dualności – to jest puls życia.
 
Dodatkowo, każdy stan i emocja ma w sobie głęboki potencjał. A ten potencjał jest do odkrycia po drugiej stronie – aby go dosięgnąć, potrzebujemy przepłynąć przez to, co jest w nas jest, nie stawiać oporu.
 
Nie obawiajmy się więc dyskomfortu…albo inaczej – stawmy mu czoła pomimo naszej obawy.
Nauczmy sami siebie, że mamy w sobie pojemność na CZUCIE, a nasze emocje nas nie zabiją. One miną. One są energią, mocą. Im większą “trudną” emocję jesteśmy w stanie przez siebie przepuścić, tym zwiększa się nasza pojemność na czucie “wielkich” pozytywnych odczuć. To tak działa. Nie możemy spodziewać się ogromnego szczęścia bez gotowości do stawienia czoła ogromnemu smutkowi.
 
Życzę nam odkrywania siebie samych i doświadczania siebie coraz głębiej, w coraz to nowych okolicznościach bo tylko tak, jesteśmy w stanie zgłębić swoją prawdziwą wielowymiarość i nieskończony potencjał ✨️
 
Często nawet nie podejrzewamy, ile w sobie mamy mocy, dopóki nie doświadczymy siebie w sytuacji, w której potrzebujemy się nią wykazać ❤
 
Zatem – nie spodziewajcie się, że dotrzecie na szczyt, na którym jest już tylko “dobrze”. Ja długo na ten szczyt czekałam. On nie istnieje. Miarą “sukcesu” nie jest Twoje nieustanne dobre samopoczucie, a bycie blisko siebie ZAWSZE, w poczuciu spójności, autentyczności i akceptacji siebie i życia we wszystkich odcieniach i barwach.
 
Z miłością
Kinga

Jeśli uznałeś ten wpis za wartościowy, podziel się nim z kimś bliskim ♥

Share on facebook
Share on whatsapp
Share on email
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zapraszam Cię do współpracy

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x